Mam 31 lat i po raz pierwszy w życiu dostałam kwiatka na walentynki.
Od faceta, który nie jest moim tatą. Na randce, która okazała się niewypałem, a poszłam na nią po dwunastogodzinnej zmianie w pracy. W ciagu godziny przetransportowałam się do domu, przebrałam, wzięłam ubera i pojechałam na umówione miejsce. Po to żeby spotkać typa, który ma na sobie czapkę zwierzęcia, ze zwisającymi po klatkę piersiową łapami. Wiem, wiem, ola, wysyłał ci jej zdjęcie, powinnaś wiedzieć. ola, to się nosi ironicznie, ale powiadam wam, że nawet moja ironia ma swoje granice. Natomiast czarę goryczy przelał fakt, że podczas grania w grę planszową której zasad nie rozumiałam, stwierdził że oszukuję a jak mam oszukiwać, to równie dobrze możemy nie grać.
I tylko teraz, siedząc w domu, popijając herbatę, myślę sobie że mogłam zrobić jedną rzecz. Wstać w tamtym momencie i wyjść. No oczywiście, że tego nie zrobiłam ale zmyłam się niedługo później. Dostałam róże, i wypiłam darmową herbatę po tym jak wydałam krocie na ubera w piątkowy, walentynkowy wieczór.
Grażyną biznesu nie jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz