Ostatnio na tiktoku wszyscy prześcigają się w mówieniu o swoich życiowych „porażkach” które na dobrą sprawę nie są porażkami, tylko zestawieniem niemożliwych oczekiwań, stawianych przez ludzi w internecie z prawdziwym, kapryśnym i niesprawiedliwym życiem.
Większość z nas nie jest influencerami, nie ma mieszkań na własność w wieku 24 lat, ani super wymarzonych i dobrze płatnych prac. Ani mężów, facetów, dziewczyn czy narzeczonych. Mamy za to swój ulubiony palnik, ekspres, ulubiony kubek na kawę i markę herbaty. Może mamy też ulubioną kawę w starbucksie i kanapkę w mcdonaldzie. Frytki mrożone po które jesteśmy w stanie nadrobić kilometrów, i książkę do której wracamy raz po raz.
Ale skoro takie są trendy to moje ✨porażki✨ w wieku 32 lat.
- Nie dość, że nie mam swojego mieszkania, to ja nawet sama nie mieszkam. Mam współlokatorkę, której co prawda nie ma od kilku miesięcy, ale solennie płaci za swój pokój więc jestem sama. Ale nie mieszkam sama. Muszę brać pod uwagę to, że może wrócić w każdej chwili. Nie mogę rozłożyć swoich rzeczy wszędzie, tylko w swoim pokoju. Jednocześnie mieszkam u siebie, ale nie czuje się tu w stu procentach „u siebie”. To trochę takie oszukańcze uczucie, że masz swoje miejsce ale dzielisz je z obcą osobą, więc jakby to nie jest TYLKO twoje miejsce. Czy to się zmieni jak zamieszkam kiedyś z chłopakiem? Mam nadzieję.
- Nie mam wymarzonej pracy, tylko taką która pozwala mi przeżyć, dosłownie. Idę, bo muszę, zrobię to co mam zrobić i wracam do domu. Nie czerpię z tego satysfakcji, nawet tego nie lubię. Moja praca jest tylko tym, nie jest sensem życia, tylko czymś co trzeba odhaczyć, żeby mieć pieniądze na robienie i kupowanie fajnych rzeczy. Na małe przyjemności i wyjazdy. Po których wracam do szarej rzeczywistości odhaczania kolejnych dni do pensji.
- Nie mam zbyt wielu przyjaciół, bo mam wrażenie, że nie jestem jakoś w stanie o te relacje zadbać odpowiednio. Cieżko jest mi utrzymać balans między pracą, czasem dla siebie i czasem z chłopakiem i po prostu zawsze szala przechyla się na którąś ze stron :)
- (Swoją drogą kiedyś naszła mnie refleksja, którą doprecyzowałam ze swoim psychiatrą- kiedy zaczynałam się spotykać ze swoim chłopakiem, miałam takie „jezu, proszę pana, bo on się chce ciągle spotykać, widzieliśmy się w środę, w czwartek chciałabym odpocząć, pobyć sama, a on mówi ze przyjdzie”, no i oczywiście, że przychodził bo przecież chciałam się z nim zobaczyć. Minęło trochę czasu, i ja znów do swojego psychiatry „proszę pana, bo teraz spotykamy się x razy w tygodniu i to dla mnie za mało, bo ja już nie mam problemu odpoczywać przy nim, i ja bym chciała robić nic, a on mi teraz mówi, że dzisiaj się nie spotkamy bo on musi odpocząć, czemu”.) Nastąpiła pewna zmiana dynamiki z którą nie wiem, co zrobić.
- Nie mam prawa jazdy mimo że zaczęłam je robić jeszcze pod koniec liceum. A przypominam skończyłam je trzynaście lat temu 😂 Nie wiem czy jestem niecierpliwa, czy może prawo jazdy nie jest dla każdego (chooj z tym, ja nawet nie muszę jeździć, ja chcę zdać i tyle) niemniej czasem próbuję, raczej nie zdaję i znów poddaję się na jakiś czas i później znów wracam i tak koło macieju. Wydałam na to tyle, że pewnie mogłabym mieć już samochód z salonu, ale na ten moment wygląda to tak że nie mam ani prawo jazdy ani zajebistego samochodu. Moim środkiem komunikacji jest komunikacja miejska i domowy darmowy Uber (vel mama). Jestem ambitna i chciałabym to zdać ale to na mnie ciąży jak jakiś tonowy kloc, który utrudnia oddychanie na samą o tym myśl. A już w ogóle, jak przejeżdżam ulicą obok wordu, jakby wspomnienia z Wietnamu, period.
- Mój obecny chłopak to pierwszy chłopak. Mam wrażenie, że gdzieś po drodze, po latach korzystania z aplikacji randkowych, często udawałam kogoś kim nie jestem. W sensie, śmiałam się z nieśmiesznych żartów, udawałam że lubię coś, co niekoniecznie znajdowało się w sferze moich zainteresowań. I dopiero w momencie, kiedy stwierdziłam "wyjebane", i nawet chciałam usunąć aplikację, poznałam swojego chłopa i tak jakoś się zaczęło. Do pierwszego pierdnięcia była spina i zdenerwowanie, a później to już git, chłopie. Mój tyś, i nie oddam.
No i co no.
Jestem, żyję, chodzę do pracy, której nie lubię.
Zerwałam przyjaźń po 15 latach.
Czytam, szydełkuję, układam puzzle.
I jest fajnie.
Nasze "porażki" nas nie definiują, a życie nie ma jednego wytyczonego tempa. You're doing great, gurl.