Początki są chyba trudne, ale coraz bardziej odczuwam tęsknotę za pisaniem, za wywalaniem ze swojej głowy rzeczy, które później mi ciążą.
Kiedyś znowu pod wpływem chwili czytałam posty z 2014 roku i trudno mi uwierzyć, że faktycznie minęło już dziesięć lat. Od szkolnej tzn studenckiej ławy, naprawdę dużo się u mnie zmieniło, nie tylko fizycznie ale głównie psychicznie. Już nie jestem tą samą osobą, która przejmowała się jakimiś bzdetami, wciąż randkuję ale robię to bardziej sceptycznie i na pewno nie każdego typa określam "tym może jednak przyszłym".
Pracuję, robię rzeczy których nie lubię, ale za to później wydaję $$ na rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Kupuję książkę, konsolę, bluzkę. Buty. Bilet na koncert. To trochę uśmierza ból. Nie dużo i nie bardzo, ale trochę a kiedy jest trudniej to "trochę" robi naprawdę dużą różnicę.
Czytam kryminał, jednocześnie na laptopie leci Law and Order: SVU gdzie kolejny typ zgwałcił kolejną typiarę i kolejnemu prawnikowi wydaje się, że uda się mu wybronić swojego klienta. Życko sobie jakoś leci.
I to jest chyba ostatnio moje motto. Żyćko sobie jakoś leci, nie ma stałej rzeczy oprócz wypłaty 10 i pobieranej kasy za legimi 11.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz