Nigdy bardziej nie przekonujesz się nad tym, że życie jest ulotne, niż w momencie, kiedy umiera babcia, z którą mieszkałaś całe dotychczasowe, trzydziestoletnie, życie. To koncept, którego nie jestem w stanie ogarnąć umysłem, a zawsze uważałam, że ten jest nawet lotny.
Babcia była chora, więc z jednej strony informacja, którą dostałam o siódmej rano niedzielnego poranka jednocześnie mnie zszokowała, ale jakby też zupełnie nie zdziwiła. Wszyscy się tego spodziewaliśmy, była to raczej kwestia czasu. W głowie racjonalizowałam sobie to wszystko świetnie, jak przyszło co do czego, to jednak jakby obuchem prosto w serce.
Kiedy ostatni raz się widziałyśmy, lekko podniosła głowę z poduszki, wyciągnęła rękę do przybicia piątki w powietrzu i powiedziała żebym była szczęśliwa. Sześć dni później nie żyła a ja dostałam tą informację w drugiej godzinie swojej dwunastogodzinnej zmiany. Była to niewątpliwie śmieszna niedziela, pod koniec której zalałam się łzami i nie mogłam złapać oddechu. Przed dalszym płakaniem powstrzymywały mnie dopiero co zrobione rzęsy.
Mimo wszystko życie kręci się dalej, a śmierć bliskiej osoby nas żyjących uzbraja w szereg rzeczy do zrobienia. Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi. Ona pewnie by zrozumiała: musiałam iść kupić ciemne ubranie na pogrzeb. Załatwić wolne, odbyć wizytę u psychiatry, mówić merytorycznie a następnego dnia pojawić się jeszcze w pracy. Chcieć, aby było już po pogrzebie a jednocześnie marzyć, żeby nie musiało go być. Ironia goni ironię, prawda?
Rezygnować z umowy na telefon, i przerwać trajkoczącemu panu próbującemu wtrynić mi super-duper-najlepszą-we-wszechświecie ofertę, abym tylko nie rezygnowała. Pszę pana, mówię, umowa była na mnie, wnuczkę, z telefonu korzystała babcia. Tak się składa, że wczoraj byłam na jej pogrzebie i wysnuwam wniosek, że tam to telefon się już jej nie przyda. Cisza w słuchawce. No może jestem dowcipna, ale to był akurat dzień, kiedy nie miałam na to ochoty. Życie pisze najlepsze scenariusze.
No i tak właśnie mija miesiąc odkąd jej nie ma, a ja nie mogę przejść obok jej pokoju bo peka mi serce że już jej tam nie ma. Jednak miała kobiecina przeczucie, dając mi – w dniu wesela mojej siostry – kopertę z pieniędzmi… na moje wesele. Niedoszłe oczywiście i pewnie wyimaginowane. Postaram się, babciu, nie przejebać tej kasy na głupoty. Za wesele zapłaci wyimaginowany mąż.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz